piątek, 8 listopada 2013

przepis na biszkopt mojej siostry



Moja siostra, 
należy do grona bogiń ogniska domowego omijających kuchnię i gary szerokim łukiem. Wyjątek stanowią jedynie występy w charakterze gościa specjalnego oraz gdy faktycznie ma ochotę i szczególnie jej zależy. Wówczas wynajduje przepis i opanowuje go do perfekcji. Zachowanie takie uważam za bardzo sprytne i warte naśladowania. Muszę tu od razu podkreślić przeogromną zasługę mojego szwagra, który zawsze, ale to zawsze, wychwala pod niebiosa wszelkie kuchenne poczynania swojej żony, mądrze dopingując ją w ten sposób do dalszego gotowania. Co uważam za zachowanie: super sprytne, godne przemyślenia i warte naśladowania przez szanownych adresatów codziennego pożywienia. Zatem, moja doceniona siostrzyczka, eksploatuje wyćwiczone danie aż do znudzenia wszystkich częstowanych i w końcu porzuca je na rzecz nowego. Wzbudzając oczywiście kolejne zachwyty.



Przepis na biszkopt  
zasłużenie, wspólnie, rodzinnie, za szwagrem oczywiście, zachwalany:

Składniki:
4 jaja
3/4 szklanki cukru pudru
4 łyżki mąki tortowej
4 łyżki oleju słonecznikowego
1 opakowanie budyniu smietankowego
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Przygotowanie:

Jaja z cukrem ubijaj przez około 10 minut za pomocą miksera na puszystą, białą masę. Teraz stopniowo, mieszając drewnianą łyżką, dodaj pozostałe sadniki. Gotową masę przełóż do tortownicy o średnicy 23cm, posmarowanej masłem i obsypanej cukrem. Piecz z termoobiegiem w temperaturze 180 stopni przez około 20 minut. Biszkopt jest gotowy jeżeli wykałaczka, którą zanurzysz w cieście będzie sucha. Gdy gotowe ciasto wyciągniesz z piekarnika, podejdź do stołu, unieś tortownicę do góry i zrzucić na blat. Wtedy placek ładnie i równo opadnie.
 

Moja siostra 
podaje ciasto jeszcze gorące, z konfiturą i zimnym mlekiem w kubku. My lubimy na zimno, z kremowym jogurtem i gorącym sosem malinowo - jagodowym. 


PS.  Moja siostra za tydzień obchodzi urodziny. Świętować będziemy w restauracji. Menu już ustaliła, a ja zastanawiając się nad prezentem przypomniałam sobie jeden z ostatnich jaki jej podarowałam. Piękny, elegancki, taki bardzo modny, powiedziałabym nawet taki prosto z telewizji śniadaniowej...fartuch kuchenny, słowem marzenie. Wiadomo czyje, bo mojej siostry wystrojonej w owy super szykowny strój jeszcze nie widziałam. Tak sobie myślę, że może tym razem kupię jej tą piękną, białą, ceramiczną formę do pieczenia tart:) Tak już zupełnie na serio to moja siostrzyczka robi jeszcze pyszne śliwki w czekoladzie, 
o których kiedyś z pewnością napiszę.
 Uwielbiam moją siostrę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz